Miłego czytania,
Luśka
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Miesiąc wcześniej:
-Puk, puk, puk.
Nastoletnia dziewczyna biega po lesie. Jest sama. Nie wie,
jak się tu znalazła, ale sądzi, iż wie, dokąd ma dojść. Czuje, że musi iść za tym pukaniem. Mimo długiego krążenie po
lesie, problemów z oddychaniem, biegnie dalej, nie tracąc zapału. Za każdym
razem kiedy się potknie, wstaje i nie bacząc na sączącą się z kolan i dłoni
krew podąża do przodu. Kolor jej ulubionych trampek ledwie można dostrzec spod warstwy błota. Ubranie, które miała na sobie
jest brudne , podziurawione i
postrzępione.
-Puk, puk, puk- powtarzający się dźwięk jest coraz
głośniejszy.
Cel. Ten cel. Dotarła do niego i poczuła rozczarowanie. To
nie miał być dzięcioł, to miał być on, tak się umówili. Uczucie przygnębienia,
powiększa się z każdym puknięciem. Po
chwili gwałtownie zapada cisza. Dziewczyna odczuwa ból, spowodowany szarpaniem
jej i tak już zmęczonego ciała.
-Wstawaj, bo się spóźnisz!
Przerażona nastolatka gwałtownie mruga. Las ustąpił miejsca
jej pokoju, zielone drzewa- fioletowym ścianom, małe krzaki- białym meblom,
ściółka i błoto- miękkiemu dywanowi. Podnoszę się na łokciach.
-Nie można delikatniej?
-Nie działało- odpowiedział uśmiechnięty chłopak, nie
zwracając uwagi na ton jakiego użyła jego siostra.
Opadam z powrotem na łóżko.
-Która godzina?
-Siódma.
-Banan- wrzasnęłam i wyskoczyłam z łóżka.
-Co jest?
-Za trzydzieści minut
zaczynam lekcje- odpowiedziałam zaczynając się przebierać.
-Może poczekasz, aż wyjdę? Swoją drogą podwiozę Cię, o ile
poprosisz.
-Serio? – zapytałam. Zapewne wyglądałam przekomicznie w
krótkich spodenkach, czarnej koszulce na ramiączkach z nadrukiem w serca,
trzymając w ręce bluzę i patrząc z miną
proszącego szczeniaczka.
-Jasne- odpowiedział i zmierzał w stronę drzwi.
-Czekaj.
-Hm?
-To nienormalne.
-Co?
-Chcesz mnie zawieźć.
-To takie dziwne, kiedy starszy brat podwozi siostrę do
szkoły?
-Tak, znaczy nie, ale to do ciebie nie pasuje, zawsze się wykręcałeś.
-Mam dobry humor…
-i dlatego postanowiłeś coś dla mnie zrobić. Może jestem
kretynką, ale bez przesady. Wiem! Chodzi
o jakąś dziewczynę!- uśmiechnęła m się zadowolona ze swojej teorii.
-Doprawdy?- Sebastian oparł się o framugę i popatrzył na
siostrę z ciekawością w oczach.- Kogo obstawiasz?
-Może Zuza, albo
Kinga. Nie to zapewne Julka lub Martyna. Chociaż to też może być…
-Przystopuj lepiej z imionami i się ubieraj.
-Racja. No to papa.
-Myślałem, że mam Cię podrzucić.
-Tak, ale chciałam się ubrać.
-Aaa, trzeba był tak od razu.
-Facet.
-Baba.
Kocham mojego brata. Jest genialny- myślę przebierając się i
pakując książki do torby. Gdy schodzę po schodach, obrywam czymś w brzuch i w
ostatniej chwili łapię to. Batonik musli.
-Śniadanie to..
-najważniejszy posiłek dnia.- kończę za Sebę.
-Mądra dziewczynka.
Pokazuję mu język, wychodzę przed dom i staję przy aucie. Po
chwili dochodzi Sebastian. W pojeździe panuje cisza, więc włączam radio. Spoglądam
przez okno. Obserwuję ludzi. Jakiś mężczyzna biegnie z psem, inny wchodzi do
sklepu, ktoś się potkną, kichną… Wszyscy się śpieszą.
-Jesteśmy- mówi mój brat, jednak ja jeszcze przez chwilę
siedzę i zastanawiam się nad sensem świata, który stworzyliśmy.
-Co jest?
-Myślę.
-Czyli jesteś człowiekiem, ale do tego doszedłem bez twojego
stwierdzenia.
Nic nie mówię. Pokazuję język, wysiadam z auta i na złość Sebastianowi,
trzaskam drzwiami. Słyszę , jak klnie, po czym odjeżdża. Idę w stronę głównego
wejścia i widzę GO. Jak zawsze nieskazitelnie ubrany. Włosy żyjące swoim życiem
i ten uśmiech. Ach. Idę spoglądając na niego i nagle chlap.
-Banan – mruczę pod nosem. Jak można być takim pechowcem by
na oczach takiego ciacha wleźć w kałużę ? No jak ?Niestety odpowiedź z nieba
nie spada. Zamiast do klasy idę do szafki, gdzie mam zapasową parę butów. Nikogo nie mijam, gdyż większość jest na
lekcji lub ukrywa się przed dyrektorką. Zmieniam trampki, na… trampki i biegnę
na fakultet. Wchodzę do klasy i słyszę:
-Nie .
-Słucham?
-Z kurtką lub w kurtce nie można wchodzić na zajęcia. Czy
trampki nie są za cienkie na zimę?
Ignoruję pytanie.
-Mogę schować kurtkę do torby- jednak kiedy na nią patrzę
stwierdzam, że jest wypchana po brzegi.-Albo lepiej pójdę ją zanieść do szafki-
mówię i uśmiecham się niepewnie. Zostawiam torbę przy swoim miejscu i wychodzę
z klasy. Cudownie. Nie ma to jak być przy szafce i nie zostawić kurtki! Banan.
Zostawiłam kluczyk w torbie. Co mam teraz robić. Wrócić do Sali? Udać, że źle
się poczułam i iść do pielęgniarki i tam spędzić godzinę wymyślając objawy?
Mam! Portiernia. Biegnę do odpowiedniego pomieszczenia.
-Mogłabym pożyczyć kluczyk?
-Jaki numer.
Podaję liczbę.
-Komórka.
-Słucham.
-Jeżeli chcesz pożyczyć kluczyk, musisz zostawić w zamian
komórkę.
-Dobrze. -Zaczynam szukać w kieszeniach spodni. O nie…. Rano
wrzuciłam telefon do torebki…- Nie mam przy sobie.
-Daj cokolwiek.
-Może być zegarek?
-Mhm.
-Dziękuję.
Udało mi się w miarę „szybko” obrócić. Weszłam do klasy
spóźniona 10 min. Kiedy usiadłam, do
klasy wszedł ON.
-Przepraszam. Musiałem zaliczyć kartkówkę z matematyki-
rzucił w stronę nauczyciela i nie czekając na odpowiedź, usiadł na miejscu,
obok najlepszego przyjaciela.
-Może ktoś powiedziałby coś na temat gospodarki w Grecji?
Łucja?
Co? Nie. Czemu? Za co? Przecież nawet nie wiem, o który wiek mu chodzi…
-Nie wiem.
-Przecież przed chwilą o
tym mówiłem, a tak, kurtka.
Dlaczego mnie nie zapytał, zanim nie wszedł ON? Ze złości
walę głową w ławkę trochę mocniej, niż powinnam. Czym powoduję, że wzrok wszystkich
kieruje się na mnie. Przepraszam i czerwienię się bardziej niż przewidziała to
skala odcieni czerwonego. Ile bym dała by usłyszeć dzwonek…
Przerwa <3 Wychodzę z klasy i idę do toalety. Patrząc w
lustro, zauważam, że zapomniałam się rano pomalować. Szukam w torebce
kosmetyków. Dobra, lać to. Po chwili wchodzi moja koleżanka.
-Hej.
-Hej.
-Co tam?
-Dobrze. A u Ciebie?
-Też.
-Odnosisz tak jak ja wrażenie, że toaleta jest…
-miejscem spotkań- kończę, po czym wybuchamy śmiechem . Do
zobaczenia na wf-ie.
-Ja mam okienko, a z tego co zobaczyłam na zastępstwach Ty
też, więc może spędzimy tę godzinę razem.
-Spoko. Gdzie?
-Tam gdzie zawsze?
-Ok.
Kiedy już siedzimy na podłodze Werka zadaje pytanie:
-Podoba Ci się ktoś?
-Nie, a Tobie.
-Chyba też nie.
-Też odnosisz wrażenie, że się oddaliłyśmy.
-Nom.
-Wydaje mi się, że się zmieniłaś.
-Nie.
-Zachowujesz się inaczej. Jakbyś była kimś innym.
-Znajdź mnie kotku, jestem w środku- pomyślałam, jednak
odpowiadam:
-Ja zawsze jestem sobą- po czym puszczam oczko.
Po chwili słyszymy stukot obcasów na schodach, a zza rogu
wychodzi…