sobota, 15 marca 2014

Znajdź mnie kotku, jestem w środku

Rozdziały będą się pojawiały raczej nieregularnie i będą bez bety.
Miłego czytania,
Luśka
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 
 
 
 
Miesiąc wcześniej:

-Puk, puk, puk.

Nastoletnia dziewczyna biega po lesie. Jest sama. Nie wie, jak się tu znalazła, ale sądzi, iż wie, dokąd ma dojść. Czuje, że musi  iść za tym pukaniem. Mimo długiego krążenie po lesie, problemów z oddychaniem, biegnie dalej, nie tracąc zapału. Za każdym razem kiedy się potknie, wstaje i nie bacząc na sączącą się z kolan i dłoni krew podąża do przodu. Kolor jej ulubionych trampek  ledwie można dostrzec  spod warstwy błota. Ubranie, które miała na sobie jest  brudne , podziurawione i postrzępione.

-Puk, puk, puk- powtarzający się dźwięk jest coraz głośniejszy.

Cel. Ten cel. Dotarła do niego i poczuła rozczarowanie. To nie miał być dzięcioł, to miał być on, tak się umówili. Uczucie przygnębienia, powiększa się z każdym puknięciem.  Po chwili gwałtownie zapada cisza.  Dziewczyna odczuwa ból, spowodowany szarpaniem jej i tak już zmęczonego ciała.

-Wstawaj, bo się spóźnisz!

Przerażona nastolatka gwałtownie mruga. Las ustąpił miejsca jej pokoju, zielone drzewa- fioletowym ścianom, małe krzaki- białym meblom, ściółka i błoto- miękkiemu dywanowi. Podnoszę się na łokciach.

-Nie można delikatniej?

-Nie działało- odpowiedział uśmiechnięty chłopak, nie zwracając uwagi na ton jakiego użyła jego siostra.

Opadam z powrotem na łóżko.

-Która godzina?

-Siódma.

-Banan- wrzasnęłam i wyskoczyłam z łóżka.

-Co jest?

-Za trzydzieści minut  zaczynam lekcje- odpowiedziałam zaczynając się przebierać.

-Może poczekasz, aż wyjdę? Swoją drogą podwiozę Cię, o ile poprosisz.

-Serio? – zapytałam. Zapewne wyglądałam przekomicznie w krótkich spodenkach, czarnej koszulce na ramiączkach z nadrukiem w serca, trzymając  w ręce bluzę i patrząc z miną proszącego szczeniaczka.

-Jasne- odpowiedział i zmierzał w stronę drzwi.

-Czekaj.

-Hm?

-To nienormalne.

-Co?

-Chcesz mnie zawieźć.

-To takie dziwne, kiedy starszy brat podwozi siostrę do szkoły?

-Tak, znaczy nie, ale to do ciebie  nie pasuje, zawsze się wykręcałeś.

-Mam dobry humor…

-i dlatego postanowiłeś coś dla mnie zrobić. Może jestem kretynką, ale bez przesady. Wiem!  Chodzi o jakąś dziewczynę!- uśmiechnęła m się zadowolona ze swojej teorii.

-Doprawdy?- Sebastian oparł się o framugę i popatrzył na siostrę z ciekawością w oczach.- Kogo obstawiasz?

-Może Zuza, albo  Kinga. Nie to zapewne Julka lub Martyna. Chociaż to też może być…

-Przystopuj lepiej z imionami i się ubieraj.

-Racja.  No to papa.

-Myślałem, że mam Cię podrzucić.

-Tak, ale chciałam się ubrać.

-Aaa, trzeba był tak od razu.

-Facet.

-Baba.

Kocham mojego brata. Jest genialny- myślę przebierając się i pakując książki do torby. Gdy schodzę po schodach, obrywam czymś w brzuch i w ostatniej chwili łapię to. Batonik musli.

-Śniadanie to..

-najważniejszy posiłek dnia.- kończę za Sebę.

-Mądra dziewczynka.

Pokazuję mu język, wychodzę przed dom i staję przy aucie. Po chwili dochodzi Sebastian. W pojeździe panuje cisza, więc włączam radio. Spoglądam przez okno. Obserwuję ludzi. Jakiś mężczyzna biegnie z psem, inny wchodzi do sklepu, ktoś się potkną, kichną… Wszyscy się śpieszą.

-Jesteśmy- mówi mój brat, jednak ja jeszcze przez chwilę siedzę i zastanawiam się nad sensem świata, który stworzyliśmy.

-Co jest?

-Myślę.

-Czyli jesteś człowiekiem, ale do tego doszedłem bez twojego stwierdzenia.

Nic nie mówię. Pokazuję język, wysiadam z auta i na złość Sebastianowi, trzaskam drzwiami. Słyszę , jak klnie, po czym odjeżdża. Idę w stronę głównego wejścia i widzę GO. Jak zawsze nieskazitelnie ubrany. Włosy żyjące swoim życiem i ten uśmiech. Ach. Idę spoglądając na niego i nagle chlap.

-Banan – mruczę pod nosem. Jak można być takim pechowcem by na oczach takiego ciacha wleźć w kałużę ? No jak ?Niestety odpowiedź z nieba nie spada. Zamiast do klasy idę do szafki, gdzie mam zapasową parę butów.  Nikogo nie mijam, gdyż większość jest na lekcji lub ukrywa się przed dyrektorką. Zmieniam trampki, na… trampki i biegnę na fakultet. Wchodzę do klasy i słyszę:

-Nie .

-Słucham?

-Z kurtką lub w kurtce nie można wchodzić na zajęcia. Czy trampki nie są za cienkie na zimę?

Ignoruję pytanie.

-Mogę schować kurtkę do torby- jednak kiedy na nią patrzę stwierdzam, że jest wypchana po brzegi.-Albo lepiej pójdę ją zanieść do szafki- mówię i uśmiecham się niepewnie. Zostawiam torbę przy swoim miejscu i wychodzę z klasy. Cudownie. Nie ma to jak być przy szafce i nie zostawić kurtki! Banan. Zostawiłam kluczyk w torbie. Co mam teraz robić. Wrócić do Sali? Udać, że źle się poczułam i iść do pielęgniarki i tam spędzić godzinę wymyślając objawy? Mam! Portiernia. Biegnę do odpowiedniego pomieszczenia.

-Mogłabym pożyczyć kluczyk?

-Jaki numer.

Podaję liczbę.

-Komórka.

-Słucham.

-Jeżeli chcesz pożyczyć kluczyk, musisz zostawić w zamian komórkę.

-Dobrze. -Zaczynam szukać w kieszeniach spodni. O nie…. Rano wrzuciłam telefon do torebki…- Nie mam przy sobie.

-Daj cokolwiek.

-Może być zegarek?

-Mhm.

-Dziękuję.

Udało mi się w miarę „szybko” obrócić. Weszłam do klasy spóźniona 10 min.  Kiedy usiadłam, do klasy wszedł ON.

-Przepraszam. Musiałem zaliczyć kartkówkę z matematyki- rzucił w stronę nauczyciela i nie czekając na odpowiedź, usiadł na miejscu, obok najlepszego przyjaciela.

-Może ktoś powiedziałby coś na temat gospodarki w Grecji? Łucja?

Co? Nie. Czemu? Za co? Przecież nawet nie wiem,  o który wiek mu chodzi…

-Nie wiem.

-Przecież przed chwilą o  tym mówiłem, a tak, kurtka.

Dlaczego mnie nie zapytał, zanim nie wszedł ON? Ze złości walę głową w ławkę trochę mocniej, niż powinnam. Czym powoduję, że wzrok wszystkich kieruje się na mnie. Przepraszam i czerwienię się bardziej niż przewidziała to skala odcieni czerwonego. Ile bym dała by usłyszeć dzwonek…

Przerwa <3 Wychodzę z klasy i idę do toalety. Patrząc w lustro, zauważam, że zapomniałam się rano pomalować. Szukam w torebce kosmetyków. Dobra, lać to. Po chwili wchodzi moja koleżanka.

-Hej.

-Hej.

-Co tam?

-Dobrze. A u Ciebie?

-Też.

-Odnosisz tak jak ja wrażenie, że toaleta jest…

-miejscem spotkań- kończę, po czym wybuchamy śmiechem . Do zobaczenia na wf-ie.

-Ja mam okienko, a z tego co zobaczyłam na zastępstwach Ty też, więc może spędzimy tę godzinę razem.

-Spoko. Gdzie?

-Tam gdzie zawsze?

-Ok.

Kiedy już siedzimy na podłodze Werka zadaje pytanie:

-Podoba Ci się ktoś?

-Nie, a Tobie.

-Chyba też nie.

-Też odnosisz wrażenie, że się oddaliłyśmy.

-Nom.

-Wydaje mi się, że się zmieniłaś.

-Nie.

-Zachowujesz się inaczej. Jakbyś była kimś innym.

-Znajdź mnie kotku, jestem w środku- pomyślałam, jednak odpowiadam:

-Ja zawsze jestem sobą- po czym puszczam oczko.

Po chwili słyszymy stukot obcasów na schodach, a zza rogu wychodzi…

niedziela, 9 marca 2014

Prolog

-Czternaście, czternaście, czternaście, piętnaście, PIĘTNAŚCIE !!!!!!!- Od dzisiaj całe moje życie się zmieni, wszystko będzie lepsze!

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czy aby na pewno?  Tego dowiecie się czytając kolejne rozdziały, które ukarzą się niebawem ;)

Luśka

Hej :)

Część z Was może już mnie kojarzyć z mojego pierwszego bloga. Tam główną tematyką było Dramione. Ten blog nie będzie miał konkretnej tematyki. Będzie parodią życia przeciętnej nastolatki, tekstów, które przeczytałam, filmów, jakie obejrzałam. 
Wracając do pierwszego bloga, na razie zawieszenie trwa, ale może pewnego pięknego dnia...

Wasza Luśka